Pol'and'Rock 2026 — Było głośno, było ciepło, było jak zawsze

Pol'and'Rock 2026 — Było głośno, było ciepło, było jak zawsze

Byliśmy tam, gdzie się bywa, kiedy się jest, zamiast tylko istnieć. Woodstock, powiedzmy sobie szczerze, jest jak stare łóżko — nie zawsze wygodne, czasem skrzypiące, ale własne, znane, takie, do którego wraca się nie z wyboru, tylko z przyzwyczajenia, które dawno przerosło wybór.

Line-up w tym roku był, powiedzmy delikatnie, nieszczególny. Grali ci, którzy grają, śpiewali ci, którzy śpiewają, i wszystko to spłynęło po mnie jakoś bokiem, bez zaczepienia, bez tego jednego dźwięku, co człowieka łapie za coś w środku i nie puszcza. Nie wiem, czy to scena taka była, czy to ja taki byłem. Możliwe, że jedno i drugie naraz.

Za to spod głównej sceny zrobiłem sporo zdjęć — tam, gdzie tłum jest najgęstszy i najgłośniejszy, dzieje się coś, czego żadna migawka do końca nie łapie, choć próbuje się co roku, z uporem godnym lepszej sprawy.

Obok tego całego zgiełku stał nasz obóz. Furr'and'Rock, mały, własny, ciepły inaczej niż tłum pod sceną. Jedni świętują głośno, przy wielkim brzmieniu z głównej sceny, inni cicho, w towarzystwie, które niczego nie musi udowadniać. Potrzebne są oba. Samo jedno to tylko pół.

Za rok znowu tam będziemy, gdziekolwiek to będzie i jak się to będzie nazywać na mapie. Bo tak naprawdę nie trzyma nas miejsce, tylko siebie nawzajem trzymamy, akurat tam, gdzie nas akurat postawi kalendarz.

Do zobaczenia, gdziekolwiek to będzie.